niedziela, 10 kwietnia 2016

Dalia w motylach

Trzy lata biedaczysko leżało w szafie zanim się za niego zabrałam. Ciężko było mi zdecydować się na formę pikowania: czy pikować po szwach, czy całość zagęścić, czy spiralkami???
No i samo przeznaczenie się zmieniło. Miał być najpierw obrus. Ale chyba Basia powiedziała "A tam obrus. Zaraz ci pochlapią kawą i zabrudzą okruchami". Miała rację. Oczywiście. Dlatego teraz to będzie makatka. Właściwie już jest, bo przyszpilowałam do ściany. ;-)

Średnica 106 cm.


 Te śliczne motylki pochodzą ze sklepu Robinka . Wielka szkoda, że już nie ma tej pieknej kolekcji...


Zmobilizowałam się też i elegancko przyszyłam ręcznie lamówkę! 






I doszyłam też kilka troczków, bo myślałam że uda mi się rozpiąć Dalię na hula-hop. Ale nie wyszło. Kółka hula-hop są za małe...
























niedziela, 28 lutego 2016

Wystawa patchworków

I ja tam byłam. Kawę  i mleko piłam...
Tylko z braku czasu, złej oranizacji i braku samodyscypliny - piszę o tym dopiero teraz.

W dniach 7 - 22 lutego odbyła się w Szczecinie wystawa patchworku. Moja praca również tam występowała. Z czego jestem bardzo dumna. Chociaż nie jest to wielki mój artyzm - ale i tak to bardzo cieszy!
"Podwodny świat"
wymiary 167 x 203 cm
Tkanina farbowana własnoręcznie.

fot. Marzenna Lew

Zdjęcie dzięki uprzejmości Marzenny Lew. Osobiście  w czasie wystawy zrobiłam JEDNO zdjęcie. Taka byłam rozemocjonowana... ;-)
Oto moje zdjęcie:



A więcej zdjęć z wystawy znajduje się na stronie organizatorek www.patch-work.pl

Pozdrawiam serdecznie!

poniedziałek, 21 września 2015

Na czerwonym dywanie...

Szumnie powiedziane.

Kolejny porządkowy wytwór. Tym razem ze starych koszulek i rajtuzków dziecięcych. Z dodatkiem włóczek do niczego nie podobnych.
Dywanik zrobiony na drutach - rozmiar... "16"... niewielki, 65 na 95 cm, ale za to łatwiej do pralki wejdzie. ;-)
Na razie taki trochę nie ułożony...  Mam nadzieję, że szybko się udepcze i uzyska lepsze kształty. I bardziej podoba mi się przenikanie kolorów na tak zwanej lewej stronie. Tak zostanie.
Pozdrawiam!




piątek, 11 września 2015

Uwolniony koc

Często widzę akcje "uwalniania ufoków", czyli dokańczanie i wykańczanie dawno rozpoczętych robótek wszelakich.
Tak oto przy okazji remontu mojej pracowni, przy wielkim bałaganie, zablokowanej maszynie do szycia na kilka miesięcy, wyciąganiu skarbów z kątów wszelakich i innych utrudnieniach - zrobiłam koc. Kolory dziwne. Ale wygrzebując resztki wełen przeróżnych - tak mi się ułożyły obok siebie i całkiem spodobała mi się ta kompozycja. Także wszystko jest tu przypadkowe.
Tylko 355 oczek. Ścieg prosty, łatwy i przyjemny w robocie. Jedynie kombinowanie z grubościami włóczek trochę było kłopotliwe. Niektóre musiałam brać po 4 nitki na raz a niektóre pojedynczo. Kilka miesięcy chłodniejszych wieczorów ( w upały nie dało się tego dziergać...) i gotowy! Wyszedł nieduży, około 170 cm na 190 i waży nieco ponad 2 kilogramy.
Jest doskonały do drzemek przed telewizorem! ;-)





niedziela, 23 sierpnia 2015

Iście męska narzuta

Kilka lat temu...
Czyli?
Zaczyna się jak dobra bajka!
Ha, ha, ha!
Dawno, dawno temu... Za górami, za lasami pewna Ania dostała od Joanny Shape Moth kawałki tkanin z cudnej kolekcji. Leżały i leżały te wspaniałe szmatki. Czekały...
Na towarzystwo. Na pomysł. Na inspirację, wenę, czas, inne tkaniny.

I w końcu się doczekały!

Dziękuję Ci Asiu!
Ale potem dołożyła się również Hala, Basia, Kamila, Ewa i Jitka - czyli narzuta wyszła wspólna. Taka "spółdzielcza" ...  Dziękuję wszystkim! :-)

Wyszła z tego fajna męska narzuta.
Wymiary 180x230. Z grubą ociepliną w środku.
Jestem zadowolona, że w końcu udało mi się ją uszyć, że udało mi się nazbierać i dobrać do niej inne szmatki. I jeszcze trochę mi ich zostało - niechybnie kiedyś powstaną z nich poduchy do kompletu... ;-)









czwartek, 6 sierpnia 2015

Jestem... ale ciągle w pracy!

I to niestety nie tej ulubionej, czyli nie-szyciowej i nie-włóczkowej, i nawet nie-książkowej czy też nie-leniuchowej...
Ale to nie miejsce na narzekania. Ot, proza życia.

Na szczęście wieczorkami, z doskoku coś tam podłubię.
Jeszcze w marcu uszyłam rożek dla Hanusi urodzonej zaraz na początku kwietnia. Zdjęcia oczywiście niewyjściowe, robione na szybko i tylko aplikacji na tymże rożku...


I żeby było jeszcze "coś" to wydziergałam kocyk na lato do wózeczka z mieszanki bawełny z bambusem.





Rożek i kocyk są w ślicznym pastelowym kolorze błękitu. Takie tylko zdjęcia brzydkie wyszły...

W kwietniu uczestniczyłam też w dwudniowych warsztatach u Kiboko w Toruniu.  To taka malusia zajawka tego co zrobiłam (bo niewiele więcej zrobiłam! Nie było czasu na szycie, tylko ploty i ploteczki. I wesoła współna zabawa! )


I był też wspólny spacer po Starówce w Toruniu. Spotkała nas też miła przygoda - kręcono sceny do filmu z Maciejem Stuhrem. Udało nam się ukradkiem fragmencik zobaczyć. Zdjęć nie publikuję, bo z daleka, komórką i w ogóle...Ale potem zrobiłyśmy sobie sesję z autem wykorzystanym w filmie! 


Piękne autko, czyż nie? 

Starówka jest prześliczna! Bardzo zazdroszczę Torunianom tego miejsca!









Pozdrowienia!

środa, 18 marca 2015

Niebieskie trójkąty

Z odrobiną brązu i beżu.
Niestety, nie polubiłam się z szyciem trójkątów.
Dwie poduchy uszyte wg sposobu Lissy Alexander -  myślałam, że tak będzie łatwiej. ;-) Ale nie było.
Poduchy szyłam baaardzo długo. Już w styczniu zaczęłam... Teraz na szczęście są już u nowych właścicieli, daleko - daleko. I nawet się spodobały.
Oczywiście, znowu wyszły mi ogromne (czy to już jakieś moje komplesy wychodzą?) 50 cm na 50 cm! I fotografowane bez wkładów, przed podróżą samolotem...


Tak wyszły mi szwy....





Duży kłopot miałam z zejściem się narożników. Szycie na fliselinie było by o wiele łatwiejsze pod tym kątem...



czwartek, 26 lutego 2015

Zespół ...

... Niespokojnych Rąk zrobił koszyczki, od razu trzy ! na szydełku, z reszteczek.
A jeden z koci zrobił sesję fotograficzną...
I co tu dalej pisać?











PS
Cukierki są TYLKO do dekoracji! Proszę ich nie jeść - idzie wiosna i trzeba zgubić tę odrobinkę ciałka...

Pozdrawiam serdecznie!